Pod moim pseudonimem ktoś wydał 11 piosenek. Postanowiłem powiedzieć „stop”
Podjąłem współpracę z Krzysztofem Rutkowskim.
Tak, dobrze przeczytaliście.
No bo jak postąpić, gdy ktoś używa Twojego pseudonimu, korzysta z Twojej ciężkiej pracy, Twojej tożsamości i nie masz pojęcia, kim ta osoba jest?
Gdyby sprawa dotyczyła tylko jednego profilu, może machnąłbym ręką. Ale to nie jest jednorazowa sytuacja. Ktoś od miesięcy działa pod moją nazwą. Najpierw jeden wykonawca, potem kolejny. Ten drugi wydał pod moim pseudonimem jedenaście piosenek… Do tego dochodzą covery moich utworów wykonywane przez sztuczną inteligencję, publikowane na YouTube przez nieznane mi osoby.
Dlaczego walczę?
Przez długi czas próbowałem działać nieagresywnie. Moje dotychczasowe działania były spokojne, kulturalne i uprzejme. Jednak doszedłem do wniosku, że spokojem nic nie zdziałam. Dlatego postanowiłem podjąć bardziej radykalne kroki. Nie po to rejestrowałem pseudonim w Urzędzie Patentowym, żeby teraz patrzeć, jak inni go wykorzystują. Nie po to budowałem swoją markę przez 6 lat, aby się na to godzić. Mój pseudonim jest zarejestrowany jako znak towarowy w klasie klasyfikacji nicejskiej 41 co w dużym uproszczeniu oznacza, że żaden inny artysta wykonujący muzykę nie może używać nazwy Kristiano. Zrobiłem to, ponieważ do swojej działalności podchodzę poważnie, mimo że wykonuję muzykę rozrywkową. Nie chciałbym doprowadzić do sytuacji, w którym to ktoś inny zarejestruje pseudonim przede mną i wtedy to ja zostałbym zmuszony do jego zmiany.
| Klasa nicejska – wykaz | 41 : Nagrywanie muzyki; Rozrywka z udziałem muzyki; Zapewnianie muzyki na żywo; Organizowanie koncertów muzyki pop; Usługi rozrywkowe świadczone przez muzyków; Usługi artystów estradowych świadczone przez muzyków; Organizowanie i prowadzenie koncertów; Usługi rozrywkowe w postaci występów koncertowych; Rozrywka; Usługi rozrywkowe |

Nie przesadzam – walczę o swoje
Nie jestem w stanie samodzielnie namierzyć osoby, która to robi. Dlatego poprosiłem o pomoc mojego przyjaciela, Krzysztofa Rutkowskiego. Potrzebowałem kogoś, kto jest skuteczny i ma siłę przebicia. Gdy szukałem pomocy u innych detektywów, część mi odmówiła mówiąc, że nie zajmują się takimi sprawami. Zebrałem wszystkie dowody, jakie miałem, przedstawiłem mu je i powiedział, że mi pomoże. Obecnie szukamy osoby, która bezprawnie wykorzystuje zarejestrowany przeze mnie znak towarowy i wprowadza moich słuchaczy w błąd. Utwory te są wyjątkowo niskiej jakości, co naraża mnie m.in. na straty finansowe – dlaczego ktoś, kto natrafi na te twory i uzna, że są moje, miałby zaproponować mi koncert lub inną aktywność zawodową?
Jak czulibyście się, gdyby kilka dni po premierze waszego singla jego cover wykonany za pomocą sztucznej inteligencji został opublikowany przez nieznaną wam osobę na YouTube, a Wy nie zostalibyście nawet oznaczenia w opisie filmu? Naprawdę zgodzilibyście się na to?
Taka sytuacja miała miejsce w przypadku mojego ostatnio wydanego singla “Pij dzikie wino”, gdy 8 dni po premierze utworu w serwisach streamingowych ktoś stworzył jego cover i opublikował na swoim kanale YouTube.
Każdy opublikowany przeze mnie utwór to praca kilku osób. Należy stworzyć aranż, spędzić wiele godzin w studio nagraniowym, a na koniec piosenka trafia do inżyniera dźwięku, który połączy te elementy w całość. Cały proces zajmuje często wiele dni, a nawet tygodni. Dlatego darujcie sobie komentarze, że przesadzam.
To nie zabawa. TO KRADZIEŻ.
Jeżeli używasz pseudonimu, do którego nie masz praw – robisz to nielegalnie.
Jeżeli wykonujesz cover czyjejś piosenki z pomocą sztucznej inteligencji nie mając przy tym odpowiedniej licencji i wrzucasz je do sieci – łamiesz prawo.
Miej tego świadomość. Albo jeszcze lepiej – PRZESTAŃ.
No bo czym tak naprawdę różni się kradzież samochodu, a następnie jego przeróbka w celu dalszej odsprzedaży – od kradzieży czyjejś piosenki i zarabianiu na niej? Mechanizm w obu przypadkach jest bardzo podobny – ktoś traci coś, na co ciężko pracował. Ktoś inny na tym zyskuje.
Nie jestem przeciwnikiem AI. Jestem przeciwnikiem braku odpowiedzialności.
Żeby była jasność: nie neguję sztucznej inteligencji. Uważam, że z jej pomocą można zrobić wiele dobrego. Zresztą używają jej nie tylko artyści, ale też inni ludzie w swojej codziennej pracy. I jest to jak najbardziej w porządku.
Ale bierz odpowiedzialność za to, co robisz.
Jeśli przywłaszczasz sobie czyjąś piosenkę, a następnie wykonujesz jej cover z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i nie masz odpowiedniej licencji – kradniesz czyjąś pracę. Czy to ci się podoba, czy nie. To nie jest „inspiracja”. To nie jest „twórczość na bazie”. To jest po prostu kradzież.
Trzy godziny na komendzie
Pierwszym krokiem, jaki zrobiłem po spotkaniu z Krzyśkiem, było udanie się na policję w celu złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Zawiadomienie zakwalifikowano jako wyłudzenie danych poprzez kradzież opatentowanego znaku towarowego. Miało to miejsce 2-ego kwietnia. Spędziłem na niej trzy godziny.
Czy gdybym nie traktował tego, co robię, na poważnie – traciłbym czas? Trzy godziny w policyjnej komendzie, wypełnianie dokumentów, tłumaczenie całej sytuacji, dołączanie dowodów. To nie jest coś, co robisz dla zabawy.

Sprawa trafi do sądu
Utwory zostały opublikowane na YouTube i w platformach streamingowych i mimo podjętej przeze mnie próby kontaktu, nie zostały usunięte z sieci, a wygenerowały na samym YouTube kilkadziesiąt tysięcy odtworzeń. Gdy dane osoby, która wykorzystuje mój pseudonim zostaną ustalone przez Rutkowskiego, sprawa trafi do sądu.
Czy zmieni to cały rynek muzyczny? Nie. Czy ten jeden proces sprawi, że złodzieje tożsamości artystycznej oraz samej twórczości znikną? Wątpię, chociaż mam cichą nadzieje, że proceder ten stanie się znacznie mniejszy.
